Boss
|
W każdej grupie jest jakiś szef. Wiadomo – szyszka, która wszystkim trzęsie. Weźmy taki zdrowy, normalny dom. W takim rządzi facet. Wiadomo. Laski nie lubią władzy. Tak są skonstruowane.
- Misiaczku ale mam dla ciebie nowinę – zaszczebiotała we wtorek Marylka zaraz po powrocie z pracy. - No mów, pewnie udało ci się kupić jakąś torebkę na wyprzedaży – strzeliłem licząc, że trafie, zawsze po udanych zakupach ma dobry humor co się przekłada w jasny sposób na relacje damsko-męskie. Wiecie co mam na myśli. - Oj, głuptasku, nie to – odpowiedziała Marylka – dostałam awans!
Zawiesiła głos w powietrzu patrząc na mnie wymownie.
- No gratuluje Kochanie – co innego można powiedzieć. Człowiek bywa dumny z siebie, gdy może być dumny z innych. - To jeszcze nie koniec… - Marylka aż drżała z niecierpliwości, by powiedzieć newsa do końca – będę szefową 12 osobowej grupy… - Wow – przerwałem z mniejszym animuszem – czytałem w „Vivie”, że kobiety spełnione zawodowe i kobiety szefowe zaczynają rządzić także w domu. - Czekaj, to jeszcze nie koniec – Marylka aż kipiała z radości – dostałam podwyżkę! - Suuuuuuuuuuuuuper! – tym razem radości nie kryłem. Przydałoby się nowe PlayStation. - Będę zarabiać więcej niż Ty mój kochany Misiaczku – dodała na koniec i poszła się przebrać.
Zostałem w takim lekkim niebycie. To nie jest miłe uczucie, gdy człowiek uświadamia sobie, że jest niepotrzebny. Parę dni dochodziłem do siebie. Na szczęście Marylka nie przenosi zachowań szefowej do domu. U nas to nadal ja jestem szefem. I to nie ulega dyskusji. Muszę kończyć – zanim Marylka wróci z dodatkowego zebrania pasuje jeszcze wymyć okna w kuchni…
Maczo Grande
|
 |
|
|
 |
Mleko
|
Byliśmy z Marylka ostatnio w spożywczaku. Takie tam – normalne zakupy. Coś do żarcia. Ile czasu Wam to zajmie? W porywach piętnaście minut. Więcej nie. No bo tak serio powiedzmy sobie szczerze – nad czym tu się szczególnie długo rozwodzić? Idziesz, bierzesz w koszyk co masz na kartce, później szybki rajd po sześciopak i kasa. Choćby nie wiem jak długa kolejka była na mięsnym – machniesz trasę pieronem. Z Marylką jest inaczej. Maciek mówił, że wszystkie laski tak mają. Pomyślałem, że nieco przyspieszę tempo i machnąłem Marylce kartkę z ręki. Zostawiłem ją na nabiale.
- Ja tylko mleko wezmę i zaraz do Ciebie dołączę Misiaczku – powiedziała jeszcze, gdy zawadiacko wykręciłem piękny piruecik wózkiem.
I zabrałem się za robotę. Jeden regał, drugi, trzeci. Jeszcze mi się Filip napatoczył. Stary kumpel z pedałówki. Pogadaliśmy chwilę, ale nie za długo – nie chciałem, by Marylka przy kasie na mnie czekała. Piweczko i zakupy skończone. Śmignąłem do kasy. Ale Marylki tam nie było. Kuknąłem po sklepie. Tak. Była nadal na nabiale.
- Ależ kochanie, nie możesz się zdecydować? – marnie kryłem zdziwienie i irytację. - No wiesz, nie ma tego, co zawsze biorę, więc muszę się zastanowić – odpowiedziała Marylką ważąc w rękach kolejny karton. - Kochanie, to tylko mleko – odparłem, bo co innego można zrobić.
Spakowałem dwa kartony do wózka i pognałem do kasy – ciągnąc za sobą Marylkę. Niestety, znów się do mnie nie ozywa…
Maczo Grande
|
  |
|
|
 |
Odwaga
|
Marylka wpadła ostatnio na genialny pomysł.
- Będziemy prowadzić bloga – zakomunikowała mi wracając któregoś dnia z pracy. - Bloga? My? – nie kryłem zdziwienia. Idea jawiła mi się jako kosmicznie odlotowa.
Nie kryję, uważam, że blogi to największa nuda Internetu i chyba tylko ludzie ze specyficznie skręconą psychiką są w stanie to czytać. Sądziłem też, że nikt normalny tego nie pisze….
- No wiesz kochanie, nie jesteśmy gwiazdami, albo politykami, by coś takiego pisać – próbowałem wybić Marylce z głowy tak aktywne wejście w internet. - Mylisz się, ludzie są spragnieni zwyczajnego życia normalnych ludzi. W Vivie napisali, że każdy z nas jest podglądaczem i lubi patrzyć na to czym się zajmuje sąsiad – wypaliła wyraźnie przygotowana do tematu Marylka. - No tak… w Vivie – nie miałem za bardzo argumentów kontrujących tak poważne źródło. - I Jolka już prowadzi! – strzeliła Marylka dając mi do zrozumienia, że decyzja już zapadła. - No tak… Jolka – zrezygnowany poddałem się. Połączenie VIVY z Jolką jest nie do przebicia. - Misiaczku, kochany jesteś, zaczniemy już dziś – Marylka zaszczebiotała szczęśliwa ruszając w stronę komputera – napiszemy o naszych wakacjach.
Taaaaaaaaak. Pisaliśmy. Znaczy się Marylka pisała. Ja udawałem mega zaangażowanie wydając z siebie od czasu do czasu „aha” i „,hmm”, pilnując jednak by od czasu do czasu wtrącić coś w stylu „sam nie wiem”, albo „a to dobre”. Zauważcie jak w czasie monologu lasek takie wtrącenia usypiają ich czujność. Możesz dalej rozmyślać o tym jaki browar kupić, gdy ona skończy mówić, a jednocześnie zyskujesz w jej oczach, że z takim zainteresowaniem słuchasz tej paplaniny.
Dobra, koniec końców Marylka upisała tego bloga. Wyszło całkiem nieźle dodała parę fotek – nie powiem – miło się patrzyło. Rankiem obudziła mnie z godzinę wcześniej niż zwykle. Szczęśliwa krzyczała nad moją głową. Zrozumiałem dopiero po chwili, gdy mózg zaczął pracować, że ktoś przeczytał naszego bloga i nawet go skomentował. Zdrapując żółtko z oczu skupiłem wzrok na literkach komentarza: „Dziunia, na tej fotce wyglądasz zajebia…. chętnie się z tobą wybiorę na jakieś dicho, tylko zostaw tego fagasa z fotki w domu – ~twardziel” Nie mamy już bloga. A Marylka znów się do mnie nie odzywa. Ponoć nie znam się na żartach (nie wiem skąd taka teza), jestem wybuchowy (może trochę – ale kto z was nie walnąłby po takiej lekturze laptopem w ścianę?) i jestem chorobliwie zazdrosny (aaaaaaaaaaaaaa „dziunia” ??????????).
Maczo Grande
|
  |
|
|
 |