Wchodzisz i wiesz więcej - INTERMAKS
Radio ESKA
interMAKS
Miss Polonia Ziemi Dębickiej
   piątek 10 września 2010 roku. Imieniny: Eligii, Irmy, Łukasza
Szukaj w serwisie
Zaloguj 
KĄCIK MALUCHA 
STREFA KOBIET 
Muzyka 
AKADEMIA DŹWIĘKU
KLUBY
Scena Młodych
Osobowości
Biblioteka fana
Fabryka Muzy
ESKAdra 98,1
Rekomendacje
Aktualności 
PRACA
kontrApunkt
Pogoda
Drogi regionu
Kalendarium
Kronika policyjna
TEMI
Kultura 
Kalendarz imprez
MŁODY poleca...
Alfabet polski 2
Lato w mieście 2010
Powódź 1934
Alfabet Tarnowski
Galeria humoru
Warto czytać
Dziennik Maczo Grande
ROZRYWKA
Sport 
ESKA Speedway News
Karpacki Wyścig Kurierów 2010
Motowyprawa 2010
ESKA Drive
Karting
Agroturystyka
Galerie 
KARTKI ELEKTRONICZNE 
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Sonda
Zobacz wyniki   
Newsletter
Copyright SystemArt
 Strona główna / Felietony
 Norwiegia - kraina Olafa i Geiry

0002.jpg

    Wjazd ( a właściwie wpłynięcie ) do Norwegii  zaczęło się deszczykiem, ale tuż blisko lądu zaświeciło nam słonko. Towarzyszyło nam milutko niemal przez całą wyprawę, malując pięknie ogrom gór i poprzecinanych jęzorami i języczkami wody.

 


    Wyjście na Preikestolen (Ambona vel Język Trola) to urocza wycieczka wśród głazów obmywanych górskimi strumyczkami, wodospadzików i jezior górskich (dostępnych dla kąpieli!!!). Widok z płaskowyżu…zapierający dech w piersi.

 

 

    Stareńkie portowe miasteczko z cudnymi uliczkami z ciasną zabudową domków drewnianych. Przy każdym domku kwiatuszki.
Targ rybny w Bergen to największy wybór owoców morza.
Przy porcie najstarsza dzielnica Bryggen zabudowana  kolorowymi domkami.


    Wjazd do Flam przywitał nas ogromną tęczą i potężnym wodospadem ,który jak się okazało był tylko jednym z bardzo, bardzo wielu w tym rejonie.
Flam to zielony zakątek Sognefiordu malowniczo otoczony potężnymi górami. Stąd wyrusza pociąg turystyczny Flamsbana, który pnie się serpentynami wśród gór i tunelami w nich (ręcznie!!!) wydrążonymi.

 

 

 

Droga przez Park Narodowy Jostedalsbreen z największym lodowcem w Europie. Wokół licznych jego jęzorów wiją się asfaltowe drogi. Mnóstwo jezior, sporo śniegu i chatek letnich.

 


    Alesund - miasto ciekawostka, które początkiem XX wieku całkowicie spłonęło. Odbudowane już w zupełnie innym klimacie. Typowa norweska architektura króluje jednak na wysepkach wokół miasta.

 

 

    Uczta dla oczu i duszy. Widoki i klimat tego miejsca tak bajkowe, że wydaja się aż nierzeczywiste. Nic więcej tylko, trzeba tam być. Droga Troli, którą dostajemy się w to urokliwe miejsce, dostarcza też sporo wrażeń. By bezpiecznie oddawać się podziwianiu okolicy i nie najechać na Trolla zorganizowanych jest sporo punktów widokowych przy trasie.

 


    Turystyczna mieścinka u podnóża najwyższych gór Norwegii i całej Skandynawii –Jotunheimen. Wita nas charakterystycznym dla tego rejonu zabytkowym XII wiecznym kościołkiem klepkowym (słupowym) - stavkirken . Spacerek po Skansenie i spotkanko z Maniutkiem sprzed 3000 lat dopełniają wizyty.

 


    Jotunheimen – najwyższe góry Skandynawii, ze szczytem Galdhøpiggen (2469 npm).
Wspaniała wyprawa z bogatą galerią różnorodnych widoków. Zaczyna się zielono-kosodrzewinkami, z czasem szlak zmienia się w kamienistą wspinaczkę po potężnych głazach, pod którymi szumią milutko strumyczki. Wyżej pojawiają się  pola śniegu i zmarznięty szczyt. Widoki wspaniałe, połacie lodowców wokół, jeden nawet z turkusowym jeziorkiem pośrodku. Przejrzystość powietrza sprawia, że wszystkie barwy są niesamowicie intensywne. Tu na przechadzki wybierają się pomocnicy św. Mikołaja - renifery.

 


    Oslo na pożegnanie - Opera w porcie i niesamowite rzeźby Vigelanda w Frogner Park.

 

 

tekst i zdjęcia: Renata Kozaczka


SystemArt - Tworzenie stron www
Zobacz komentarze 
 Śniadanie z widokiem na Tatry - letnie wędrowanie po Gorcach.

baner-gorce.jpg


Zaczęło się tradycyjnie od ustalenia trasy i spakowania plecaka. Przed wyjazdem kupiłem jeszcze karimatę, ot tak, na wszelki wypadek. Jeszcze tylko kotleciki, jako żelazny zapas prowiantu, aparat fotograficzny  i w drogę!

 

Przejazdu pociągiem do Krakowa i dalej w stronę Rabki Zdrój nie ma potrzeby opisywać. Może za wyjątkiem sytuacji, która przydarzyła się na trasie Kraków – Rabka Zdrój. Otóż jechaliśmy, tj. ja oraz reszta pasażerów w stanie na pół ugotowanym mimo otwartych okien, potykając się od czasu do czasu o olbrzymie walizy ustawione w przejściach między siedzeniami. I byłoby nawet całkiem znośnie (kto pamięta czasy PRL, gdy np. nad morze jechało się niemal siedząc na plecaku?) gdyby nie pewien ważki fakt natury technicznej. Otóż w pewnym momencie Pan Konduktor PKP oznajmił nam, że niestety nie pojedziemy tym pociągiem dalej ponieważ na trasie wykoleił się pociąg. Za to spotka nas miłe urozmaicenie w podróży, wynikające ze zmiany środka komunikacji, czyli dalszy przejazd autobusem  do stacji znajdującej się już poza obszarem wypadku i kontynuacja podróży PKP. Do rozdrażnienia spowodowanego upałem i spoconymi ciuchami, klejącymi się do ciała doszło jeszcze jedno – podróż autobusem. Warto zauważyć, że w chwilach ucisku i uciemiężenia w Polakach budzi się duch współpracy i solidarności (proszę nie mylić z ugrupowaniem politycznym). Duch ów daje o sobie znać nieoczekiwanie, podsuwając znakomite pomysły wyjścia z sytuacji kryzysowych. Tak też stało się i tym razem a duch współpracy objawił  się w osobie pewnej Pani pracującej w PKP, która zaproponowała by wysiąść z autobusu w Jordanowie i złapać jakiegoś busa do Rabki. Miało to być znacznie szybszym i wygodniejszym rozwiązaniem i faktycznie było. Tak więc Rabka powitała mnie wysiadającego na przystanku busów, tuż obok budki typu „mała gastronomia”, gdzie jak się okazało, serwowali niezły kebab z frytkami.

 

Zajadając spóźniony obiad przeglądałem mapę w nadziei znalezienia sensownej trasy. Do wyboru był Luboń Wielki lub któreś ze schronisk przy czerwonym szlaku Rabka Zdrój – Turbacz – Lubań – Krościenko. Naturalnie mając tylko 4 godziny na dojście do schroniska, nie chciałem zapuszczać się zbyt daleko i tutaj w sukurs przyszedł kolejny dobry duch tej wyprawy. Był nim Pan kierowca busa, który zaproponował bym podjechał do Olszówki i żółtym szlakiem skierował się na Stare Wierchy. Szczęśliwie kierowca ów jechał właśnie do Olszówki co skwapliwie wykorzystałem ładując się z plecakiem do busa.

 

Żółty szlak z Olszówki wiedzie chwilami dość pokrętnie, więc jeśli nie znacie tego terenu i zaczyna się robić ciemno, nie polecam takiego rozwiązania. W pewnej chwili idąc szlakiem znalazłem się na czyjejś posesji i przy wtórze ujadającego wściekle psa, pytałem o kierunek dalszej drogi. Ostatecznie dotarłem szczęśliwie, nieco tylko pokąsany przez komary, do schroniska Stare Wierchy. Ładny obiekt, choć niewielki, kusił by pozostać w nim na noc lecz jak to w takich chwilach bywa, obudziła się we mnie kawalerska fantazja, zabrzmiały surmy, krew zawrzała i ochota do czynu rozgorzała we mnie wzorem przodków walecznych, toteż godnie postąpiłem naprzód, poprawiając szelki plecaka, mocniej ujmując kije i kierując kroki na czerwony szlak wiodący na Turbacz.



Droga, choć przemierzana bardzo szybko, dała mi sporo satysfakcji, szczególnie jeden odcinek widokowy, przypominający nieco fragment szlaku z Wielkiego Rogacza na Radziejową w Beskidzie Sądeckim. Niestety Tatry zasnute mglistym oparem ukazały tylko swój słabo widoczny zarys na horyzoncie. Nic to, może następnym razem będzie lepiej.

 

Warunki w schronisku są znośne, miejsce w pokoju 2-osobowym kosztuje 40 zł. Po zamknięciu bufetu można korzystać z elektrycznego czajnika pozostawionego do dyspozycji gości w jadalni. Szkoda tylko, że bufet jest otwierany później niż o 6:00 rano, co stwierdziłem z przykrością, zamierzając, bezskutecznie zresztą, zakupić zapas wody mineralnej na drogę. Postanowiłem napełnić butelki po mineralnej wodą z kranu i wyruszyłem na szlak wiodący przez Przełęcz Knurowską i Lubań do Krościenka. Jeśli ktoś wpadnie na podobnie nieprzemyślany pomysł z napełnianiem butelek turbaczowską kranówą, to będzie niemile zaskoczony. Woda ta nie nadaje się do picia, co stwierdziłem dopiero po godzinie od schroniska, chcąc nieco przepłukać gardło. Zgroza, bo po drodze nie ma źródełek, pozwalających uzupełnić zapas wody. Niosłem zatem 3 litry wstrętnej wody w nadziei na rychłe znalezienie siedzib ludzkich i wymianę zawartości butelek na płyn bardziej zdatny do picia. Nieoczekiwanie nastąpiło to jeszcze przed Przełęczą Knurowską, bowiem znajduje się tam niezaznaczony na mojej mapie dom, oferujący napoje, lody oraz noclegi. Alleluja! -  zawyłem z głębi spieczonego upałem gardła i z nadzieją nacisnąłem dzwonek u drzwi.



Po chwili stałem się posiadaczem wody mineralnej oraz butelki Coca- Coli, co stanowiło cały zapas napojów, widocznie mocno nadwyrężony przez turystów, którzy zajrzeli do tego gościnnego domu przede mną. Niezwykle miła Pani Domu oraz kilka małych dziewczynek zadbały o to, bym nie wędrował bez śniadania. Toteż zjadłem znakomitą jajecznicę oraz równie znakomity placek z jagodami. Podziękowałem i wyruszyłem w dalszą drogę, zachowując wdzięczne wspomnienie o napotkanym domu i jego mieszkańcach. Dodam, że poza zakupionymi napojami napełniono mi także moje dwie butelki wyśmienitą w smaku wodą. W takim stanie wędrowało się już o wiele przyjemniej.

 

Szlak od Przełęczy Knurowskiej do Lubania w kilku miejscach może być uciążliwy, a to za sprawą złego oznakowania lub mówiąc wprost zupełnego braku oznakowania. Kieruję apel do osób lub instytucji odpowiedzialnych za znakowanie szlaków w Gorcach: poproście znajomego, który nigdy nie wędrował czerwonym szlakiem z Turbacza do Krościenka, by zrobił sobie wycieczkę i posłuchajcie co ma do powiedzenia. Chwilami można odnieść wrażenie, że szlak się gubi przy rozwidleniach leśnych ścieżek i szukaj sobie turysto na chybił trafił. Szczególnie jedno miejsce jest pod tym względem uciążliwe, i trzeba wybierać drogę pośród rozwidleń ścieżki kierując się stronami świata :) Nawet prowadzenie wycinki drzew nie usprawiedliwia takiego szlakowego niedbalstwa. Zawsze można wbić drewniany słupek z oznakowaniem szlaku lub strzałką czy też tabliczką.

 

Wracając na trasę, poza domem w pobliżu Przełęczy Knurowskiej znajdziecie  nieco dalej bazę „Studzionki” – spory budynek oferujący noclegi przy asfaltowanym odcinku drogi. Od tego miejsca maszerujcie prosto w górę asfaltem i nie skręcajcie w lewą odnogę asfaltową, chyba, że chcecie iść do Ochotnicy Górnej i z niej zielonym szlakiem na Lubań. Maszerując w górę po kilkuset metrach droga zakręca w lewo i wchodzi w las.

 

Wysiłek na trasie zostaje nagrodzony odpoczynkiem w bazie namiotowej na Lubaniu oraz widokami z punktu widokowego pod krzyżem, lecz zanim tam dotrzecie, czeka Was jeszcze strome i męczące podejście.  Na Lubaniu można przenocować w namiocie, zamówić coś do jedzenia i czuć się jak u siebie. Dobre miejsce do nabrania sił przed zejściem do Krościenka. Przemili bazowi przygotowują specjały na kuchni, prowadząc jednocześnie ożywione rozmowy. Atmosfera jest naprawdę znakomita. Wypiłem dobrą herbatę i wyruszyłem w dalszą drogę, unosząc ze sobą na pamiątkę granatową chustę z napisem Lubań.

 

Zejście do Krościenka zakończyło moje wędrowanie po Gorcach. Planowałem jeszcze przejście przez Pieniny lecz buty, nie podzielając widać mojego zapału i zamiłowania do całodniowych wędrówek, obtarły mnie zdradziecko, robiąc mi z palców u stóp kotlet mielony.  W tej sytuacji postanowiłem powrócić do domu autobusem co okazało się kapitalnym pomysłem. Autobus relacji Krościenko – Warszawa, odjeżdżający o 21:05,  to klimatyzowany, w pełni komfortowy pojazd, który dowiózł mnie do Tarnowa w dwie godziny i piętnaście minut za cenę 22 zł. Rewelacja :)  Następnym razem dokończę przerwaną trasę, która rozpocznie się w Pieninach a zakończy w Beskidzie Sądeckim. Dla zainteresowanych dodam, że autobus z Tarnowa do Szczawnicy (przez Krościenko) odjeżdża ze stanowiska nr 9 o godz. 3:20 z Dworca PKS.


Do zobaczenia gdzieś na szlaku!
W.S.

 

Zobacz komentarze 
 Portret www.łasny - życie równoległe w portalu społecznościowym.

Portret www.łasny

Jeden z najpopularniejszych na świecie portali społecznościowych oferuje użytkownikom wiele form aktywności. Poza najważniejszą, czyli powiększaniem grona znajomych, w serwisie każdy może śmiało manifestować poglądy na najrozmaitsze sprawy, dać wyraz sympatii dla ulubionego zespołu muzycznego, itp. Wystarczy tylko stworzyć „grupę”, bądź dołączyć do już istniejącej. I tak na przykład użytkownik XY jest przeciwnikiem noszenia skarpet do sandałów. Nie wie, czy to normalne, czy może przesadza? Głęboki wdech…i…można odetchnąć z ulgą. Nie podoba się to także prawie ośmiuset innym osobom. Jednym kliknięciem myszki użytkownik dołącza więc do grupy o nazwie: „Nie dla połączenia skarpetek i sandałów”.
myszkomputerowa2.jpg
„Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy…”

Rozbawiła mnie i zaintrygowała jednocześnie jeszcze jedna grupa. Jej iście barokowa nazwa, w konkursie na najbardziej chwytliwe hasło, zdobyłaby pewnie ostatnie miejsce. A brzmi ona tak: „Faceci, którzy nie interesują się piłką nożną, wydają mi się podejrzani”. Mocne? Trochę tak. Wyobrażam sobie rzesze niezainteresowanych piłką mężczyzn, zastanawiających się, czy nieoglądanie meczów jest rzeczywiście takie niemęskie? Głęboki wdech…i…znowu można odetchnąć. Na ratunek spieszy grupa, tym razem o nazwie krótkiej i wymownej: „Mam w d**** mundial”. Pocieszające? Na pewno.

Kobieta-kibic

Idąc tropem tej pierwszej „piłkarskiej” grupy, podejrzanie należałoby patrzeć także na panie, które, najwyraźniej nie po kobiecemu, są kibicami piłki nożnej. A pań tych jest przecież niemało. Tak samo jak niemało jest panów, których sport nie interesuje wcale. Dlaczego ten fakt może budzić podejrzliwość? Specjaliści w tematyce genderowej w mig pospieszyliby z naukowym wyjaśnieniem. Chodzi oczywiście o podział aktywności na kobiece i męskie. Podział wpajany od dziecka i tkwiący na tyle głęboko, że wszelkie odchylenia od niego bywają, jak widać, zastanawiające. Drogie panie, kibicki - wszystko z nami w porządku. Jednak dla świętego spokoju można oczywiście poszukać grupy wsparcia – odnaleźć bratnie kobiece dusze, podzielające nasz zapał do sportu. Głęboki wdech…i…odetchnijmy z ulgą, jest! „Uwielbiam kształtne męskie łydki!” – grupa znaleziona. Portret kibicki? W niektórych przypadkach jednak tak…  


tekst: Ola Ratusznik

Zobacz komentarze 
Kategorie
Informacje

Stacje Bazowe Telefonii KomĂłrkowej w Tarnowie