|
Pomocna dłoń
Jeździłem sobie ostatnio po Tarnowie nieco więcej. Z konieczności raczej niż z miłości do układu komunikacyjnego miasta. Tym bardziej, gdy nie ma praktycznie żadnego ciągu głównego na którym coś by się nie robiło. No, ale o tym już ze dwa teksty na bidę poszły, więc nie ma co wracać.
Idą wybory – to jedyny komentarz do tego.
Wracam do tematu – otóż po tym żółwim przedzieraniu się do przodu miałem nieodpartą potrzebę zostawić gdzieś samochód. Wybór padł na pewien z parkingów nieopodal jednego ze sklepów.
Wzruszyłem się ogromnie, gdy zobaczyłem pewnego dżentelmena, który z daleka machał mi ręką wymownie wskazując gestem, że ma dla mnie wolne miejsce.
„Przecudnie” pomyślałem. Wreszcie miejscy parkingowi do czegoś, prócz sprawdzania, czy ktoś zapłacił za postój, się angażują. Z uśmiechem i fasonem zajechałem na wolne miejsce w duchu dziękując, że ktoś z magistratu wpadł na tak genialny pomysł.
Niestety. Szybko okazało się, że ów mężczyzna niewiele ma wspólnego ze służbami miasta, a usługa doprowadzenia na miejsce jest z zakresu tych „extra pay”. Odmówiłem opłacenia i opuszczenia miejsca parkingowego wskazując na brak tablicy cennikowej u świadczącego usługę, co mogło mnie wprowadzić w błąd, że usługa jest nieodpłatna.
Zostawiłem moje „straszydło” pod opieką owego „parkingowego”, który mocno pracował nad rozszyfrowaniem tego „co autor miał na myśli” i poszedłem na zakupy. W drodze powrotnej zdążyłem przyłapać owego dżentelmena jak nagabywał kolejną osobą na opłatę. Z tego co widziałem – tym razem skuteczniej.
Parę dni później podobne akcje przedsiębiorczości zauważyłem na innym parkingu, tym razem należnym do centrum handlowego. Widać akcja się rozszerza.
I o ile w przypadku właścicieli sklepów larum podnosił nie będę – bo sami sobie laurkę wystawiają tym jak traktują klientów narażając ich na kontakty z podejrzanymi indywiduami, o tyle głośnio zastanawiam się, gdzie podziały się służby miejskie, ślepe na to co dzieje się na ich parkingach.
Niby szkodliwość znikoma. Kolesie rozpaczliwie agresywni nie byli. Ot, koloryt lokalny, można orzec. Nie – to zwykłe naciąganie. Żerowanie na naiwności ludzi. Pod parasolem zarządu parkingów. Wolę nie wyobrażać sobie turysty, który musi bulić nie tylko za bilecik postojowy, ale jeszcze za podprowadzenia na puste miejsce.
Na prywatnych parkingach np. pod stokami narciarskimi taka usługa jest już cenie biletu…
A może tak zachęcić owych sprytnych kolesi do założenie własnej firmy i zatrudnić ich outsourcingowo? Jestem pewien, że taka wizja skutecznie wybije im z głowy podobne akcje „dorabiania” do flaszki…
Marcin Golec
|
Obraz wyłaniający się z relacji obok tchnie grozą. W Tarnowie nie ma ulic, bo wszystkie rozkopali, a na parkingach czają się fałszywi inkasenci, oszukujący kierowców. Nic tylko sprzedać auto i - wzorem miejscowej mistrzyni maratonów Barbary Prymakowskiej – polegać na sile mięśni.
Gdyby wizja ta była prawdziwa trudno byłoby uświadczyć jakiś pojazd na ulicy. Tymczasem jak wskazują widoki za oknem kilka ich jeszcze pozostało. Mnie zaś, pomimo odwiedzania wielu miejsc postojowych, nie nachodzili domorośli parkingowi. Na wszelki wypadek wypada mi dodać - jak na razie.
Owszem w innych miastach zdarzało się kilkakrotnie, że podchmieleni obwiesie próbowali mnie naciągnąć na parę złotych pod pozorem pilnowania auta na parkingach dużych centrów handlowych. Sytuacja nie jest komfortowa, dżentelmeni na ogół proponują bowiem jeszcze przed zakupami. Istnieje zatem obawa, czy odmowa skorzystania z ich grzeczności nie zakończy się tym, iż po powrocie zastaniemy karoserię upiększoną przy użyciu gwoździa. Ale aktywność takich typów nie ma – moim zdaniem – nic wspólnego ze sprawnością służb parkingowych.
Podążając tym tropem doszlibyśmy do wniosku, że za oszustów nacinających seniorów metodą na wnuczka odpowiadają dzieci ich dzieci, zaś winą za podrabianego duchownego, który finansowo naciągał kobiety w naszym regionie obarczymy kościół.
W latach raczkującego kapitalizmu, kiedy zarabiać można na wiele sposobów niektórzy wymyślają sposoby niecodzienne, a niektórzy po prostu się gubią. Ocena tego, czy oceniamy ich występy jako oryginalną interpretację przedsiębiorczości, zabawną formę pijackiego żebractwa, czy jako ordynarne oszustwo należy do nas samych. Nie do żadnych służb miejskich. Jeśli zaś ultimatum „wyczerpuje znamiona” tego ostatniego wariantu należy o sprawie powiadomić policję, czy prokuraturę i tyle.
Fakt, jest to decyzja odważna, o brzemiennych w skutki konsekwencjach dla samego informującego. Trzeba przejść przez uciążliwości składania zeznań, a pewnie sprawa i tak zostanie umorzona, że względu na znikomą szkodliwość. Ale jak odpuścimy to skuteczność takiego sposobu zarobkowania będzie szybko zyskiwać na popularności. Wtedy rzeczywistość za oknem zacznie przypominać tę z wizji nakreślonej w sąsiedniej rubryce.
Co zaś do remontów rzeczywiście przedwyborcza gorączka jest coraz bardziej widoczna. Rządzący muszą utrzymać takie zaangażowanie modernizacyjne do czasu wrzucenia ostatnich głosów do urn. W tej sytuacji zaczynam marzyć o przesunięcie wyborów w przyszłość. Wtedy, żyjąc w wyremontowanych okolicznościach, moglibyśmy częściej wspomagać potrzebujących, także tych na parkingach. Bo nie wierzę, że czasy bezinteresownych, pomocnych dłoni odeszły do przeszłości. One wyciągają się zazwyczaj po tym, kiedy sami je do kogoś wyciągniemy.
|